Obudziła się cała spocona. Włosy lepiły się jej do karku, a oddech był ciężki.
Sola animae vivunt intus est vestrum, Sola animae vivunt intus est vestrum. Te słowa jak echo odbijały się w jej głowie, jakby ktoś rzucił na nią urok, nie mogła myśleć o niczym innym. Długo siedziała i zastanawiała się nad swoim snem, nad jego sensem. W końcu nie wytrzymała i wybiegła z pokoju. Przerażenie ogarnęło jej dusze, gdy zobaczyła że drzwi na strych są otwarte. Normalny człowiek uciekłby do swojego pokoju i schował się pod kądrą, ale ją coś tam ciągnęło, nie mogła się powstrzymać by tam zajrzeć. Za dnia strych nie wydawał się straszny, lecz teraz mógł skrywać wiele tajemnic. Ciemna odchłań pochłonęła ją. Chciała zaświecić światło, lecz żarówka się spaliła. Wzięła latarkę i weszła głąb.
Rozglądala się z niecierpliwieniem po pomieszczeniu. Było ono duże, a na regałach można było dojrzeć stare, porcelanowe lalki, które w nocy jakby śledziły każdy jej ruch. W kątach stały zakurzone stoliki nocne, a na suficie wisiały wiekowe obrazy w złotych, zdobionych ramach. Wszędzie walały sie kartonowe pudełka przypominające lata z dzieciństwa.
Nagle okno się otworzyło, a podmuch wiatru zatrzasnął dzrzwi. Jej latarka zaczęła migać, a potem zgasła. Zdesperowana uderzała nią w dłoń, lecz nic to nie dało. Ciemność na dobre zapadła. Z półki spadła lalka. Kawałki porcelany rozsypały się po podłodze. Coś musnęło ją po łydce. Strach ogarnął ją do reszty. Odskoczyła do tyłu i zaplątała się w stary, brudny całun. Pachniał stęchlizną. Nie mogła oddychać. Była przerażona. Miotała sie po pomieszczeniu, aż w końcu udało się jej wyplątać z tego piekielnego materiału. Nie wiedziała z kąt on się tam właściwie wziął.
W pewnym momencie zaświeciła się latarka. Jej światło oświetlało mały, czarny napis, który widniał na ścianie. Wstała z zimnych paneli i podeszła bliżej.
- Sola animae vivunt intus est vestrum.- Przeczytała na głos. Podparła się ręką, lecz od razu runęła na ziemię. Znajdowała się w dziwnym, ukrytym miejscu. Nigdy nie pomyślała, że coś takiego może ukrywac się w jej rodzinnym domu.
Była całą mokra. Kurz lepił się do niej jak pszczoły do miodu. Strach, zdziwienie i zaintrygowanie wzięły górę. Nastawał ranek. Wiedziała, że za chwile zadzwoni jej budzik. Szybko wybiegła z sekretnego pokoju. Zamknęła drzwi i zasłoniła napis całunem, aby nie pozostawić żadnych śladów.
Let's be Free
sobota, 22 czerwca 2013
sobota, 15 czerwca 2013
Rozdział 1.
Stała jak wryta na środku pokoju. Nie wiedziała co się właśnie stało.
- Kayle, przebrałaś się już ? - Ten głos przywrócił ją do życia.
- Nie, jeszcze nie. - Wymówiła z trudem.
- To szybko, bo obiad stygnie.
- Dobra już idę.
Kiedy się przebierała jej młodszy brat wpadł do pokoju.
- Ha ha ha, twoje zdjęcie zrobi na Fejsie furorę. - Jego śmiech doprowadzał ją do szału. Brzmiał jak jęk karła na bagnie, który właśnie się w nim topi.
- Zamknij japę ty mała świnio ! - Miała dość tych jego żałosnych żarcików. - Przecież nawet ty nie masz tam konta !
- Kayle Richardson toples ! Chłopaki pewnie za tobą szaleją. - Ten jedenastolatek był za mądry jak na swój wiek, pomyślała.
Rzuciła w niego mokrą koszulką i kazała mu się wynosić. Uciekł z jej pokoju śmiejąc się głośno.
Zmarnowana zeszła do kuchni i powoli żuła wołowinę. Do pomieszczenia wszedł jej tata, cały przemoczony. Nie wiedziała po co naprawiał to ogrodzenie w taką pogodę, przecież jutro też jest dzień. Swoimi dużymi butami naniósł masę błota. Fajnie by było, gdyby Max się na tym poślizgnął, pomyślała śmiejąc się w myślach.
- Morgan naprawiłeś to ogrodzenie ? - Zapytała Elizabeth.
- Tak, już wszystko jest dobrze. - Odpowiedział dumny z siebie. Krople na jego ciemnych włosach w świetle lampy wyglądały jak miliony kryształków. Na jego policzkach malowały się czerwone rumieńce, lecz reszta twarzy pozostawała blada. Był on wysokim dobrze zbudowanym mężczyzną o szerokich ramionach i wąskich biodrach. Musiała przyznać, że był dość przystojny.
Strach ogarniał ją kiedy myślała o powrocie do swojego pokoju. Nie wiedziała co może tam zastać. Po dłuższym namyśle zebrała się w sobie, i uznała że z przemęczenia uroiła sobie ostatnie wydarzenie.
Wieczorem czytała swoją ulubioną książkę "Igrzyska śmierci". Jej powieki były tak ciężkie, że w końcu opadły.
* * *
Obudziłam się w ciasnym pomieszczeniu. Leżałam na zimnych panelach. Gdy wstałam zakręciło mi się w głowie. Przede mną stała młoda kobieta ubrana w zwiewną, ciemną sukienkę. Na głowie miała czarną woalkę, którą ubiera się zazwyczaj na pogrzeby. Miałam wrażenie że skądś ją znam, ale nie wiedziałam skąd. Nagle drewniane, masywne drzwi otworzyły się, a ona zniknęła. Szłam wzdłuż wąskiego korytarza. Ściany były pokryte boazerią. Na końcu zobaczyłam schody prowadzące na górę. Idąc po nich dotarłam do wejścia na strych. Kiedy zapuściłam się w głąb zobaczyłam otwarta klapę na dach. Zajrzałam tam i od razu tego pożałowałam.
- Wracam do ciebie najmilsza, Maria. - Zawołał młody mężczyzna i skoczył.
Nie zdążyłam zareagować. Nie rozumiałam jak w kilka sekund można pozbawić się takiej cennej rzeczy jak życie.
W tym momencie spojrzałam na ściany. Te ręce, identyczne jak w moim pokoju. Znów stały się czerwone. Patrzyłam na to wszystko z przerażeniem. Zobaczyłam ten napis, który ostatnio. Tym razem postanowiłam mu się lepiej przyjrzeć.
- Kayle, przebrałaś się już ? - Ten głos przywrócił ją do życia.
- Nie, jeszcze nie. - Wymówiła z trudem.
- To szybko, bo obiad stygnie.
- Dobra już idę.
Kiedy się przebierała jej młodszy brat wpadł do pokoju.
- Ha ha ha, twoje zdjęcie zrobi na Fejsie furorę. - Jego śmiech doprowadzał ją do szału. Brzmiał jak jęk karła na bagnie, który właśnie się w nim topi.
- Zamknij japę ty mała świnio ! - Miała dość tych jego żałosnych żarcików. - Przecież nawet ty nie masz tam konta !
- Kayle Richardson toples ! Chłopaki pewnie za tobą szaleją. - Ten jedenastolatek był za mądry jak na swój wiek, pomyślała.
Rzuciła w niego mokrą koszulką i kazała mu się wynosić. Uciekł z jej pokoju śmiejąc się głośno.
Zmarnowana zeszła do kuchni i powoli żuła wołowinę. Do pomieszczenia wszedł jej tata, cały przemoczony. Nie wiedziała po co naprawiał to ogrodzenie w taką pogodę, przecież jutro też jest dzień. Swoimi dużymi butami naniósł masę błota. Fajnie by było, gdyby Max się na tym poślizgnął, pomyślała śmiejąc się w myślach.
- Morgan naprawiłeś to ogrodzenie ? - Zapytała Elizabeth.
- Tak, już wszystko jest dobrze. - Odpowiedział dumny z siebie. Krople na jego ciemnych włosach w świetle lampy wyglądały jak miliony kryształków. Na jego policzkach malowały się czerwone rumieńce, lecz reszta twarzy pozostawała blada. Był on wysokim dobrze zbudowanym mężczyzną o szerokich ramionach i wąskich biodrach. Musiała przyznać, że był dość przystojny.
Strach ogarniał ją kiedy myślała o powrocie do swojego pokoju. Nie wiedziała co może tam zastać. Po dłuższym namyśle zebrała się w sobie, i uznała że z przemęczenia uroiła sobie ostatnie wydarzenie.
Wieczorem czytała swoją ulubioną książkę "Igrzyska śmierci". Jej powieki były tak ciężkie, że w końcu opadły.
* * *
Obudziłam się w ciasnym pomieszczeniu. Leżałam na zimnych panelach. Gdy wstałam zakręciło mi się w głowie. Przede mną stała młoda kobieta ubrana w zwiewną, ciemną sukienkę. Na głowie miała czarną woalkę, którą ubiera się zazwyczaj na pogrzeby. Miałam wrażenie że skądś ją znam, ale nie wiedziałam skąd. Nagle drewniane, masywne drzwi otworzyły się, a ona zniknęła. Szłam wzdłuż wąskiego korytarza. Ściany były pokryte boazerią. Na końcu zobaczyłam schody prowadzące na górę. Idąc po nich dotarłam do wejścia na strych. Kiedy zapuściłam się w głąb zobaczyłam otwarta klapę na dach. Zajrzałam tam i od razu tego pożałowałam.
- Wracam do ciebie najmilsza, Maria. - Zawołał młody mężczyzna i skoczył.
Nie zdążyłam zareagować. Nie rozumiałam jak w kilka sekund można pozbawić się takiej cennej rzeczy jak życie.
W tym momencie spojrzałam na ściany. Te ręce, identyczne jak w moim pokoju. Znów stały się czerwone. Patrzyłam na to wszystko z przerażeniem. Zobaczyłam ten napis, który ostatnio. Tym razem postanowiłam mu się lepiej przyjrzeć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)