Stała jak wryta na środku pokoju. Nie wiedziała co się właśnie stało.
- Kayle, przebrałaś się już ? - Ten głos przywrócił ją do życia.
- Nie, jeszcze nie. - Wymówiła z trudem.
- To szybko, bo obiad stygnie.
- Dobra już idę.
Kiedy się przebierała jej młodszy brat wpadł do pokoju.
- Ha ha ha, twoje zdjęcie zrobi na Fejsie furorę. - Jego śmiech doprowadzał ją do szału. Brzmiał jak jęk karła na bagnie, który właśnie się w nim topi.
- Zamknij japę ty mała świnio ! - Miała dość tych jego żałosnych żarcików. - Przecież nawet ty nie masz tam konta !
- Kayle Richardson toples ! Chłopaki pewnie za tobą szaleją. - Ten jedenastolatek był za mądry jak na swój wiek, pomyślała.
Rzuciła w niego mokrą koszulką i kazała mu się wynosić. Uciekł z jej pokoju śmiejąc się głośno.
Zmarnowana zeszła do kuchni i powoli żuła wołowinę. Do pomieszczenia wszedł jej tata, cały przemoczony. Nie wiedziała po co naprawiał to ogrodzenie w taką pogodę, przecież jutro też jest dzień. Swoimi dużymi butami naniósł masę błota. Fajnie by było, gdyby Max się na tym poślizgnął, pomyślała śmiejąc się w myślach.
- Morgan naprawiłeś to ogrodzenie ? - Zapytała Elizabeth.
- Tak, już wszystko jest dobrze. - Odpowiedział dumny z siebie. Krople na jego ciemnych włosach w świetle lampy wyglądały jak miliony kryształków. Na jego policzkach malowały się czerwone rumieńce, lecz reszta twarzy pozostawała blada. Był on wysokim dobrze zbudowanym mężczyzną o szerokich ramionach i wąskich biodrach. Musiała przyznać, że był dość przystojny.
Strach ogarniał ją kiedy myślała o powrocie do swojego pokoju. Nie wiedziała co może tam zastać. Po dłuższym namyśle zebrała się w sobie, i uznała że z przemęczenia uroiła sobie ostatnie wydarzenie.
Wieczorem czytała swoją ulubioną książkę "Igrzyska śmierci". Jej powieki były tak ciężkie, że w końcu opadły.
* * *
Obudziłam się w ciasnym pomieszczeniu. Leżałam na zimnych panelach. Gdy wstałam zakręciło mi się w głowie. Przede mną stała młoda kobieta ubrana w zwiewną, ciemną sukienkę. Na głowie miała czarną woalkę, którą ubiera się zazwyczaj na pogrzeby. Miałam wrażenie że skądś ją znam, ale nie wiedziałam skąd. Nagle drewniane, masywne drzwi otworzyły się, a ona zniknęła. Szłam wzdłuż wąskiego korytarza. Ściany były pokryte boazerią. Na końcu zobaczyłam schody prowadzące na górę. Idąc po nich dotarłam do wejścia na strych. Kiedy zapuściłam się w głąb zobaczyłam otwarta klapę na dach. Zajrzałam tam i od razu tego pożałowałam.
- Wracam do ciebie najmilsza, Maria. - Zawołał młody mężczyzna i skoczył.
Nie zdążyłam zareagować. Nie rozumiałam jak w kilka sekund można pozbawić się takiej cennej rzeczy jak życie.
W tym momencie spojrzałam na ściany. Te ręce, identyczne jak w moim pokoju. Znów stały się czerwone. Patrzyłam na to wszystko z przerażeniem. Zobaczyłam ten napis, który ostatnio. Tym razem postanowiłam mu się lepiej przyjrzeć.
Super!!!!!
OdpowiedzUsuńnie mogę doczekać się następnego rozdziału.
Bardzo wciąga ;)
OdpowiedzUsuńAle jedno mnie drażni - za mało uczuć!
dzięki za tą uwagę, postaramy się to zmienić :D
OdpowiedzUsuńsuper, czekam na następny rodział ;*
OdpowiedzUsuńzapraszam do siebie lumpexy.blogspot.com
Bardzo fajny rozdział :) Podoba mi się i czekam na kolejne :)
OdpowiedzUsuńhistoriaadam.blogspot.com
mlwdragon.blogspot.com