Let's be Free

czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział 4

    Kayle była pełna obaw. Za wszelką cenę pragnęła dowiedzieć się czegoś więcej o swojej babce. Wypytywała Elizabeth, lecz nic istotnego nie dowiedziała się. Z opowiadań matki wynikało, że Maria była nadopiekuńczą, kochającą swoje dziecko mamą. Wiodła spokojne życie. Zajmowała się domem tak jak każda kobieta w dawnych czasach. Elizabeth nie lubiła rozmawiać o niej, bo kiedy miała 10 lat Maria zaginęła.
   Pewnego wieczoru poszła wysprzątać grobowiec swoich rodziców i już nie powróciła. Nikt nie wiedział co się stało. Poszukiwania trwały pare tygodni, później rodzina się poddała i wszyscy uznali Marie za martwą. Kayle nie wiedziała nic więcej, a to było o wiele za mało, żeby podjąć jakiekolwiek kroki w poszukiwaniach. Nie było dnia, aby nie myślała o tej całej historii. Nie mogła przez to jeść i spać. Rodzina zaczynała się o nią matwić. Dziewczyna nie chciała się przed nimi otworzyć. Jedyną osobą, która potrafiła ją rozbawić był Garet. Od ostatniego spotkania bardzo się polubilii zauwarzyli, że mają ze sobą dużo wspólnego. Dzięki niemu nie była w szkole taka samotna i mogła oderwać się od ostatnich kłopotów. Czuła ze znalazła prawdziwego przyjaciela, lecz kiedy wracała do domu powracał strach i uczucie pustki.

                                                                      ***
    - Gdzie idziesz? - Gdy ujrzała matkę usiadła z wrażenia. Była ubrana w granatową suknię ciągnąnąca się do ziemi. Blond włosy, które zawsze nosiła rozpuszczone dziś upięła w kok. Wyglądała naprawdę olśniewająco.
- Coś nie tak? - Zrobiła zdziwioną minę i  zatrzepotała długimi rzęsami, pokazując przy tym perfekcyjnie pomalowane powieki.
- Nie, wyglądasz...- Nie mogła znaleźć odpowiedniego słowa, które nie świadczyłoby o jej nagannym słownictwie. - Pięknie! Gdzie się wybierasz? - ściągnęła lekko brwi.
- Idę z twoim tatą na kolację. - U jej boku pojawił się Morgan, jak za zamachem magicznej różdżki.
    W odświętnym  stroju wyglądał niczym aktor z "Facetów w czerni". Największą uwagę przykuwały jego oczy. Duże i blado niebieskie, z małymi źrenicami.Spod garnituru odznaczały się mięśnie.
Z salonu wybiegł Max z przerażoną miną. Dotarł do rodziny z prędkością światła potykając się o własne nogi.
- Nie, nie, nie! Gdzie wy idziecie nie zostawiajcie mnie z nią! - Machną ręką wskazując na swoją siostrę. Brunetka posłała mu złowieszczy uśmiech i wyszeptała "zginiesz". - Słyszeliście ją! Ona mnie zabije! Rozumiecie ZA-BI-JE.
   Mama popatrzyła na nią z pogardą. Kayle zrobiła minę niewiniątka, a gdy matka zerknęła błagalnie na ojca, wysłała bratu ostrzegawcze spojrzenie.
- Po drodze na kolację możemy podrzucić cię do babci. - Westchnął Morgan, kierując się w stronę drzwi. Zanim zamknął je za sobą powiedział tylko żeby się pośpieszyli.
    Chłopak pobiegł na górę, zostawiając je same w korytarzu.
- Zostajesz sama w domu, wiesz? - Przytaknęła, dokładnie nie wiedząc co to może oznaczać. - Nie chcę żebyś zrobiła coś czego potem będziesz żałować.
- Do czego zmierzasz? - Poirytowała się.
- Pod naszą nieobecność nie robisz w tym domu żadnej imprezy, ani nic w tym stylu.
- Ha, ha, ha ciekawe kogo bym miała zaprosić? - Chyba tylko Gerarda, a z tego co wiem to do zrobienia imprezy trzeba przynajmniej 10 osób... Uznała, że nie ma sensu tego mówić.
   Elizabeth miała już odpowiedzieć, lecz przybiegł Max trzymając w ręku psvita. Nigdy tak się jeszcze nie cieszyła z jego obecności. Matka sięgnęła zgrabną dłonią do klamki powoli ją naciskając. Dziewczyna patrzyła na nią z napięciem.
- Będziemy pewnie koło 22. - Kayle spojrzała w jej oczy pełne niepokoju. Czy ona naprawdę myślała, że mogę "zrobić coś głupiego"?
-
Dobra. Nie martw się będę grzeczna. - Uśmiechnęła się najszczerzej jak potrafiła.
Drzwi w końcu otworzyły się wpuszczając do domu lekki podmuch wieczornego wiatru. Nastolatka odgarnęła włosy z twarzy. Mimowolnie uśmiechnęła się mając już plany na dzisiejszy wieczór.
    Zmierzała ku górze po schodach najciszej jak potrafiła. Nie mogła stwierdzić co w tej sytuacji czuła. Strach, zaciekawienie? Szła wzdłuż wąskiego korytarza, jeżdżąc opuszkami palców po boazerii. Im bardziej zbliżała się do drzwi swojego pokoju, tym większe ogarniało ją poczucie zagrożenia, ale za razem czuła nieotparte wrażenie, że coś ją tam ciągnie, że nie może stać tutaj bezczynnie. Uniosła dłoń i powoli nacisnęła klamkę. Przed jej twarzą ukazał się widok jej zwykłego pokoju, bez żadnych niespodzianek. Fioletowe ściany a na jednej z nich poodbijane kolorowe, dziecęce ręcę już się nie rozpływały. Były normalne, mimo to już nie podobały się jej tak jak kiedyś. Po tym wszystkim na pewno przemaluje pokój na pomarańczowo, albo na niebiesko i żadnych malowideł na ścianach. Okno na wprost drzwi ukazyłało przepiekny widok na polanę. Nie było na niej nic prócz drzew. Gdy wstało się wcześnie rano można było podziwiać piękny wschód słońca, które wyglądało jakby szło ku domowi. Wyłaniało się powoli zza horyzontu, a później zamiast iść napszód unosiło się do góry. Pod oknem stało drewniane biórko, a na nim lampka i stos książek i zeszytów, które Keyle sprzątała tylko na święta i wakacje. Po lewej stronie widac było wysokie łóżko z szufladami i fioletową narzutą na kołdrze. Nad nim wisiała półka zapęłniona książkami. Niektóre z nich pamiętały jeszcze czasy sprzed stanu wojennego. Po prawej stronie stała szafa na ubrania, a obok niej regał z tysiącem różnych bibelotów, zdjęć i albumów. Pokój nie był duży, ale spełniał swoją rolę w stu procentach. Jednak teraz to już nie był jej dawny, bezpieczny pokoik. Wyraźnie wyczuwała tu czyjąś obecność, jakby ktoś, albo coś śledziło każdy jej ruch. To wrażenie nasiliło się jeszcze bardziej, gdy na dole nie słyszała znanych jej kroków, kojącego dźwieku telewizora, czy szumu płynącej wody z prysznica. Nasilający się niepokój przepełniał jej głowę, a mrożące krew w żyłach myśli opętały umysł. Ja mam naprawdę zbyt rozwiniętą wyobraźnie. Przecież to idiotyczne. 
   Nie mogła wysiedzieć dłużej w pokoju, szczególnie nie sama. Szybkim krokiem, nieoglądajac się za siebie zeszła na dół. Złapała za telefon i wykręciła numer do Gareta. W końcu mama powiedziała żebym nie zrobiła imprezy, jedna osoba nam domu nie zawali. Jeszcze przez chwile zastanawiała się czy to napewno dobry pomysł, ale w końcu nacisnęła zieloną słuchawkę. Biip, biip, biip cały czas dzwoniło jej w uszach. Biip... Czy to na pewno dobry pomysł. Może on po prostu nie chce odebrać ode mnie telefonu. Biip... Dobra jeszcze tylko trzy sygnały i się rozłączam. 
Biip... biip
   - Halo.- Usłyszała w słuchawce znany głos właśnie wtedy kiedy chciała się rozłączyć. - Kayle to ty? Coś się stało?
- Cześć Garet.- Poczuła ulgę, że odebrał. Miała tylko nadzieje, że zgodzi się przyjść i nie zrozumie tego opacznie.- Wiesz, bo rodzice pojechali na jakąś impreze czy coś w tym stylu no i zostałam sama w domu.- Nie wierze, że proszę go o coś takiego. W jej głowie brzmiało to o wiele lepiej niż w rzeczywistości.- No i...
- Co córeczka tatusia sie boi?- Zapytał drwiąco. Boże jaki obciach. Po co ja to zrobiłam?- Chcesz żebym przyszedł?
- A mógłbyś?- Zapytała niepewnie przyjaciela. Może nie kolegowali się, aż tak bardzo aby można było uznać ich przyjaźń na śmierć i życie, ale dziewczyna nie miała nikogo innego kogo mogła poprosić o pomoc, żadnej przyjaciółki czy nawet koleżanki z sąsiedztwa. Jakoś nie dogadywała się z rówieśnikami, tylko Garet był wyjątkiem.
-Pewnie. Moich rodziców też nie ma w domu i wróca dopiero rano, nocują u jakiejś znajomej.- Kayle odetchnęła z ulgą. Cieszyła się że nie będzie sama, ale jeszcze bardziej że Garet zrozumiał o co jej chodzi. Wiedziała że to jej prawdziwy przyjaciel. Mało kto zdecydowałby się na takie coś, bo jakaś strachliwa nastolatka sobie tak zażyczyła.- A tak w ogóle co się takiego stało?
-Nic, poprostu nie chce być sama.
- Nie sądze żebyś dzwoniła tylko dlatego, bo nie chcesz być sama. To chyba coś bardziej poważnego, co?- Dopytywał się zaciekawionym tonem. Kayle nie chciała mu mówić, dlaczego tak naprawdę go zaprasza, bo bała się że jej nieuwierzy i uzna ją za chorą umysłowo, ale to, że chłopak wiedział, że to nie tylko zwykły strach przed samotnością cieszyło ją, było to kolejnym dowodem na to, że w końcu znalazła prawdziwego przyjaciela.- A zresztą pogadamy u ciebie. Będę za 10 minut. A i tak na marginesie, ja własnie miałem do ciebie jechać, bo twoja mama, poprosiła żebym cię popilnował, ale miło że zadzwoniłaś i o sobie przypomniałaś.- Zaśmiał się drwiąco.- Do zobaczenia.
-Co? Jak ona mogła? Co ja mam 10 lat?- Ale on już się rozłączył.
   Keyle była strasznie wściekła, ale w sumie bawiło ją to. Później kiedy przygotowywała coś do jedzenia, nie mogła opanować śmiechu. Tak, Garet zawsze musiał wystrzelić z czymś takim i rozluźnić atmosferę. Dzięki niemu dziewczyna, zapomniała po co do niego dzwoniła i że wogóle mogłaby się czegoś bać. Kiedy tylko przygotowała wszystko usłyszała dzwonek do drzwi.
    Chwyciła za klamkę i zgrabnie je otworzyła. Zmarszczyła brwi. Po drugiej stronie nikt nie stał. W pierwszym momencie pomyślała, że to Garet robi sobie z niej żarty, lecz potem doszła do wniosku, że nie robiłby czegoś tak dziecinnego. Rozglądnęła się na boki. Nie zauważyła nikogo uciekającego, ani stłumionego śmiechu. Do jej uszu dochodziły tylko odgłosy świerszczy. Wycofała się za próg i chciała już zamknąć drzwi, ale coś przykuło jej uwagę. Na wycieraczce leżała fotografia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz