Let's be Free

wtorek, 23 lipca 2013

Rozdział 3

   Kayle smacznie spała w swoim wygodnym łóżku. Jednak nie na długo, gdyż zbudził ja dźwięk budzika. Śpiąca zwlekła się z łóżka i podążyła do łazienki. Ochlapała swą twarz zimną woda z kranu. Kropelki, które spływały po jej policzkach przyprawiały ja o dreszcze. Spojrzała na swoje odbicie w lusterku i ujrzała coś przerażającego, a mianowicie kobietę ubraną w czerń ze snu. Poczuła, że nie może wykonać żadnego ruchu, była sparaliżowana strachem. Zjawa wpatrywała się w nią swoimi czarnymi oczyma. Gdyby można było zabijać wzrokiem to Kayle już by nie żyła. Czuła na karku oddech Czarnej Damy. W powietrzu unosił się zapach rozkładającego się mięsa. Zbierało się jej na wymioty. Ogromne szpony zacisnęły się na ramieniu dziewczyny. Z przerażenia zacisnęła mocno swoje powieki. Miała wrażenie że stoi tam godzinami, choć pewnie wszystko trwało tylko parę sekund. Nagle uścisk zelżał, a gorący oddech na karku rozpłynął się i zniknął na zawsze, przynajmniej tak się jej wydawało.
   Powoli otworzyła oczy, lecz była to najtrudniejsza rzecz jaką musiała kiedykolwiek zrobić. Spojrzała w lustro. Tym razem już nikt za nią nie stał. Chciała sprawdzić czy na jej ramieniu są może rany po morderczym uścisku, lecz zbyt się bała wykonać ten prosty ruch. Ponownie ochlapała się wodą, żeby znowu móc normalnie funkcjonawać. Chwyciła za ręcznik, lecz kiedy chciała otrzeć się nim, nie trzymała w dłoniach błękitnego materiału, lecz czarny kapelusz, który doskonale znała. Ten właśnie kapelusz miała na głowie zjawa, którą przed chwila ujrzała w lustrze i która ukazała sie jej we śnie.
    Szybko wybiegła z łazienki i ruszyła po schodach na dół. Wiedziała że jeśli jest jeszcze jakieś bezpieczne miejsce w domu to właśnie salon. Nie chciała nawet myśleć co mogłaby zastać w swoim małym pokoju. Usiadła na kanapie i zwinęła się w kłębek.
 - Co się stało? Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha.- Keyle podskoczyła jak oparzona. Dopiero po chwili zorientowała się, że to jej mama stoi nad nią.
- Nic, po prostu się nie wyspałam.- Skłamała, żeby nie wyjść na wariatkę. Jeszcze tego brakowało, aby wysłali mnie do psychiatryka, pomyślała.
- Zbieraj się, za 10 minut przyjeżdża autobus.- Powiedziała mama.- Tylko wróć dzisiaj zaraz po lekcjach, bo musisz mi pomóc w przygotowaniu kolacji.- Tak na pewno będę się pałętać po okolicy po tym co zobaczyłam. Pomyślała nastolatka mimo że wiedziała, że nikt nie wie co sie przed chwilą stało.- Będziemy mieć dzisiaj gości. Przyjeżdżają do nas starzy znajomi ze studiów. Będzie z nimi chłopak w twoim wieku, dlatego nie będziesz sie nudzić. - Keyle stęknęła, nienawidziała opiekować się swoimi rówieśnikami. Zawsze natrafiała na kujonów, którzy potrafili opowiadać tylko o budowie pantofelka, albo na nieśmiałe dzieciątka, które znały tylko dwa słowa- tak i nie, ale wiedziała że nie ma innego wyjścia, nawet gdyby miała 39 stopni gorączki musiała by się przywitać i przeprowadzić krótką pogawędke z dorosłymi, po czym jej mama oznajmiłaby "O widzę, że się już dobrze czujesz. No to chyba mogłabyś zająć się kolegą? " Ale teraz miała bardziej poważne problemy niż rozmowy z rozpieszczonymi nastolatkami. Musiała dowiedzieć się kto, lub co nawiedziło ją w łązience i czego od niej chce.
   W szkole było dzisiaj wyjątkowo parszywie. Nie dość, że pani z biologi postanowiła zrobić "krótką kartkókę" to jeszcze matematyczka wpisała jej uwagę za nieuwarzanie na lekcji, a później drugą za pyskowanie do nauczyciela, jeśli pyskowaniem można nazwać cisze, gdy pytała o numerek z dziennika. Do tego Keyle cały czas myślała o Czarnej Damie, czychającej na nią w domu.
   Gdy tylko przestąpiła próg mieszkania, mama już zaczęła dyktować jej liste zadań na dziś. Dziewczyna szybko zjadła obiad i przystąpiła do sprzątania i obierana warzyw. Gdy skończyła pozostało jej tylko ubrać się "jak człowiek". I wtedy nastolatka poczuła uścisk w żołądku. Żeby wybrać jakieś ładne ciuchy musiała najpierw wejść po schodach na górę do swojego pokoju i zmierzyć się ze swoim największym lękiem. Długo niemogła się przemóc, lecz kiedy mama spytała ją czemu stoi pod schodami i nic nie robi poczuła że musi się ruszyć. Pierwszy krok był najtrudniejszy, później było już coraz łatwiej. Nie patrzyła na drzwi łązienki, ani na strych, miała tylko jeden cel, wziąć ubranie i wrócić na dół.
   Stała przed szafą tylko chwile, a przynajmniej krócej niż zwykle, później wyszła z pokoju, lecz im bliżej była schodów tym szybciej szła, aż w końcu zaczęła biec. Wiedziała że jak ktoś ją zobaczy biegnącą jak opętana po korytarzu zacznie się poważnie zastanawiać czy nie trzeba wezwać specjalisty, ale nie chciała już dłużej tutaj być. Czuła, że nie jest tu sama, że ktoś za nią kroczy, jak cień, lub może jeszcze coś gorszego.
   Ledwie ubrała niebieską sukienkę i wyprostowała włosy, a usłyszała dzwonek do drzwi. Wyjrzała niepewnie na korytarz i przemknęła się do salonu. Nie lubiła witać się z gośćmi. To całe obściskiwanie i całowanie po policzkach nie pasowało jej, jednak kiedy się kogoś długo nie widzi nie obędzie się bez tego. Do salonu weszła mama, a za nią para małżonków i ich syn.
- Kayle poznaj proszę, moją starą znajomą Lucy - Mama wskazała ręką kobietę w kruczoczarnych kręconych włosach. Jej czerwona suknia opinała duży biust i sięgała jej kolan. Miała na sobie wysokie szpilki tego samego koloru, które dodatkowo wydłużały jej nogi. Na twarzy widniał mocny makijaż, a ręce były ozdobienie złotymi pierścionkami. - i jej męża Renny'ego . - Wskazała ręką na wysokiego bruneta z okularami w grubych ramkach. Miał szara koszulę z krawatem kolory czerwień, czarne spodnie w kant , oraz czarne trampki Converse. A nie mówiłam, że kujon? - A to ich syn Gerard.
    Gerard wcale nie wyglądał jak kujon, wręcz przeciwnie. Włosy miał postawione ku górze. Czarne jak smoła, kontrastowały z dużymi niebieskimi oczyma. Strój też nie wskazywał na to, że interesuje go budowa pantofelka, lub jakiegoś kolwiek innego podwodnego zwierzęcia. Jego ubranie nawet nie przypominał eleganckiego. Czarna skórzana kurtka, narzucona na białą koszulkę, do tego ciemne jeansy i tak jak jego ojciec nosił buty Converse.
- Rozgośćcie się. - Elizabeth uśmiechnęła się szeroko do swoich gości. - Za chwilę przeniesiemy się do jadalni na kolację.
    Tak też się stało. Dziewczyna cieszyła się, że nastało to w niedługim czasie, bo o czym by miała rozmawiać z ludźmi których dopiero co poznała?  
    Jadalnia była średnim pomieszczeniem z wielkim stołem nakrytym białym obrusem. Na beżowych ścianach wisiały piękne obrazy w starych drewnianych ramach, a dookoła było mnóstwo kwitnących na wszystkie kolory tęczy kwiatów. Na podłodze leżał ciemnoczerwony dywan, który ożywiał cały pokój. Stół był zastawiony różnymi potrawami, także Kayle poczuła się jakby była Wigilijna Noc. Zastanawiała się skąd jej rodzice mieli na to wszystko pieniądze, ostatnio im się nie powodziło finansowo.
   Gdy wszyscy zasieli do stołu pani Richardson przyniosła gorącą pieczeń i nałożyła każdemu na talerz. Jak Wigilia z trzema niespodziewanymi gośćmi. Wszyscy chętnie ze sobą rozmawiali, a goście chwalili potrawy. Wszystko było wspaniale, aż do czasu. Do jadalni wbiegł Max, wrzeszcząc, że na dzisiejszym meczu strzelił gola. Zaraz po nim wszedł radosny Morgan, pod ręką trzymając piłkę. Przywitał się szybko z gośćmi i usiadł na wolnym miejscu.
- O Mamo, mamo patrz! - Wziął do ręki piłkę, gdy nikt już nie zwracał na niego uwagi. - Pokaże ci jak strzeliłem tego gola!
- Kochanie, nie wydaje mi się żeby to był dobry pomysł. - Elizabeth delikatnym ruchem próbowała wziąć piłkę synowi lecz na próżno. Futbolówka już była w górze, nie trafiła w kogo innego jak w Kayle. Na jej nieszczęście piła właśnie sok z czarnej porzeczki, który wylądował na jej sukience, a po części na beżowej ścianie.
- Gol... - Powiedział ściszonym głosem Max i uniósł ręce do góry.
- Zabiję cie ty idioto! - Wykrzyknęła z całej siły.
- Jak ty się odzywasz do brata?! - Jej tata podniósł głos, a jego usta formowały się w cienką kreskę.
- Czy ty jesteś ślepy? Nie widzisz co zrobił? - Patrzyła na niego wściekle, chyba zapomniała że to on jest jej ojcem. Zwróciła się teraz do brata. - Zobaczysz kiedyś cię dopadnę i nie będzie przy tobie nikogo kto ci może pomóc!
    Wybiegła na górę wściekła jak nigdy dotąd. Chyba nigdy nie zapomni tych wszystkich zaskoczonych, a zarazem zażenowanych spojrzeń. Uciekła do łazienki całkiem zapominając co wydarzyło się tego ranka. Zaczęła wycierać plamę wodą, ale nic to nie dało. Ktoś nagle wszedł do łazienki. Odwróciła się raptownie.
- Co?! - Popatrzyła groźnie na Gerarda.
- Nic. Przyszłem tylko umyć ręce. - Uśmiechną się pod nosem. - Nieźle się wkurzyłaś.
Oczywiście musiał zacząć ten temat.
- Tak, ty nie wiesz jaki on jest. Czyha na ciebie w każdym zakamarku, żeby cię tylko skompromitować! Udało mu się i to kolejny raz... - Z żalem patrzyła na swoją sukienkę, wiedziała że już jej nigdzie nie założy.
- Do jakiej szkoły chodzisz? - Spytał wycierając ręce w ręcznik.
- Do Right Flaid.
- A no tak kojarzę cię. Dziewczyna od puszki. - Zaśmiał się. Widać bardzo dobrze pamiętał te scenę, w której Kayle otwierała puszkę z colą i nagle pryska jej prosto w twarz.
- Ale śmieszne. Tak szczerze to cię nigdy nie widziałam na korytarzu.
- To masz kiepski wzrok. Jak można mnie nie zauważyć. - Wyszczerzył swoje białe zęby do niej. Nagle coś przykuło jego uwagę. Była to czarna woalka wisząca na wieszaku. - Ktoś ci zmarł? - Zapytał sarkastycznie wkładając na głowę nakrycie i robiąc głupie miny.
- Oddawaj to! - Szybkim ruchem zabrała przedmiot i schowała za plecy.
- Wyluzuj. Co jesteś taka spięta? - Miała ochotę zmyć mu ten cwaniacki uśmieszek z jego twarzy. Zrobiłaby to na pewno, gdyby opowiedziała mu wydarzenia ostatnich dni.
- A tobie dlaczego pies zjadł grzebień? - Wypaliła.
- Nie mam psa.
- A ja nie jestem spięta! - Wypchnęła go za drzwi, tym razem je zamykając.
    Podniosła woalkę z ziemi. Zobaczyła pod spodem napis "Marie Dale".
- Babcia?!

5 komentarzy:

  1. Strasznie podoba mi się ten rozdział. Muszę się jeszcze zabrać za poprzednie. Ogólnie to uwielbiam takie tematyki w opowiadaniach/książkach, więc trafiłyście w mój gust. :)
    Jeśli znalazłybyśćie troszkę czasu, by skomentować mojego bloga to bardzo proszę, bo przecież same wiecie jakie to jest ważne. Odwdzięczę się tym samym.
    + Kliknęłybyście na banner Sheinside na moim blogu? Jest pierwszy od góry po prawej stronie. Z góry dziękuję. c:
    http://modaprzemijastylpozostajex3.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny rozdział :) Końcówka najlepsza :D Czekam na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam :)



    http://heartless713.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo spodobała mi się końcówka ;) Pozdrawiam i zapraszam :)
    http://widokzoczupsa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. fajna koncówka fajny styl porstu ciekawie

    OdpowiedzUsuń
  5. hej: )) więc jak mówiłam - tak zabieram się za czytanie.
    na razie przeczyt. ten .. i powiem Ci - podoba mi się masz talent! rozwijaj go, kto wie..może w przyszłości wydasz jakąś książkę? zaczynam od początku bo na prawdę zaciekawiło mnie.
    już obserwuję .. może wejdziesz do mnie i też ocenisz?
    live-while-we-arre-young.blogspot.com

    http://www.castingonline.pl/portfolio/portfolio41646.php
    wejdziesz i zagłosujesz na mnie? - próbuję spełnić swoje marzenia:)) wystarczy tylko że ocenisz :)

    OdpowiedzUsuń