Let's be Free

sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział 5

    Podniosła szybko zdjęcie, trzaskając drzwiami i zamykając je na klucz. Oparła się o nie plecami dysząc przy tym jakby uciekała przed kimś. Jej oczy stały się czerwone, czuła że zaraz rozbeczy się jak małe dziecko. Z trudem się powstrzymywała. Spojrzała przez wizjer, niczego nie zobaczyła po za ciemnością. Słona łza spłynęła jej po policzku. Można było ją uznać za łzę szczęścia. Odsunęła się od drzwi, sprawdzając jeszcze czy na pewno je zamknęła.
    Podniosła rękę z fotografią. Zdjęcie było stare, z niewielkimi zniszczeniami. Przedstawiało kobietę być może w wieku 20 lat. Ubrana była w prostą suknię z bufiastymi rękawami. Długie włosy związane w warkocz nadawały jej miłego wyglądu. Twarz była spokojna, a zarazem straszna. Kobieta stała na cmentarzu, opierając się o kapliczkę. Patrzyła wprost na fotografa, tak że Keyle czuła jej wzrok na sobie. Obok kapliczki po lewej stronie widniały groby, a zewsząd miejsce otaczały szare, łyse drzewa bez liści. Wyglądało to tak jakby cmentarz był postawiony w środku lasu. Nie wyglądał na jakiś zapomniany. Na grobach były świeże kwiaty i znicze. Kapliczka była w stylu gotyckim. Z tyłu fotografi widniała data 2.11.1948r. "Dzień zaduszny, kto normalny robi sobie zdjęcie na cmentarzu w święto zmarłych?", pomyślała Keyle. Chciała jak najszybciej dowiedzieć się czegoś więcej o tym zdjęciu, ale nie potrafiła wstać, paraliżował ją zbyt wielki strach. Czuła że odpowiedź na pytania, które rodziły sie w jej głowie kryła się w małym pokoiku na strychu, nie dawało jej to spokoju, mimo to nie umiała zmusić się do wstania, do wykonania jakiego kolwiek ruchu.
      Nagle jej uszy przeszył dźwięk dzwonka. Zdawałoby się, że serce zatrzymało jej sie na chwile. Miała nadzieje, ze to Garet stoi za drzwiami, ale nie chciała, żeby po otworzeniu drzwi życił się na nią chory morderca z nożem. Znów zadzwonił dzwonek, tym razem dłużej. Chwila ciszy, długiej, nieprzeniknionej.
-Halo, Keyle jesteś tam? - za drzwiami rozległ się głos Gareta. Dziewczyna wstała i spojrzała przez wizjer. Za drzwiami stał jej kolega i wyglądał na troche zdezorientowanego. Nacisnęła na klamkę.
-Cześć- uśmiechnął się do niej- Już się bałem, że cię nie ma.
- Cześć- Keyle mówiła szybko, jakby zachwilę miało wydarzyć się cos strasznego i musiała się schowac do domu- Wchodź, nie będziemy tak stać na progu- przepuściła Gareta i rozglądnęła się czy nic nie kryje sie w mroku. Później zamknęła drzwi i odetchnęla z ulgą.
-Co ci się dzieje, zachowujesz się jakbyś zobaczyła ducha. - Spojrzał na nią, robiąc tą dziwną minę.
    W milczeniu podała mu tajemnicze zdjęcie, a on tylko wlepił w nią niebieskie oczy. Zamachała fotografią i popatrzyła na niego znacząco. "Jezu, weźmiesz i zobaczysz?!" Miała już wypowiedzieć to nagłos, ale on posłusznie wziął i intensywnie patrzył na postać kobiety.
- Kto to jest?
- Sądzę, że to moja babcia... Raczej to pewne.
- 2.11.1948r... Dzień Zaduszny.
- Serio? Nie wiedziałam. - Odpowiedziała opryskliwie i skierowała się do kuchni.
- Wiem, dlatego ci powiedziałem. - Posłał jej cwaniacki uśmiech, a on popatrzyła na niego wzrokiem zabójcy. Zabrała przekąski i oboje poszli na górę do jej pokoju.
-Może oglądniemy jakiś film?- Spytała.
-Może być.
Keyle wzięła laptopa na kolana i włączyła swoją ulubiona komedie. Siedzieli cicho i nie rozmawiali za wiele. Garet od czasu do czasy śmiał się, ale ona nie mogła skupić się na filmie. Jej myśli uciekały do wydarzeń sprzed niedawna, ale nie chciała na razie się tym martwić, dlatego próbowała oglądać, ale niezbyt jej to wychodziło.
    Nagle coś ciężkiego przesunęło się w na górze i rozbrzmiał metaliczny dźwięk. Tak jakby ktoś czołgał się wraz z łańcuchami. Keyle zorientowała się, że ten hałas nie dobiega skądinąd jak ze strychu.  Dziewczyna popatrzyła przestraszona na Gareta. Ten dźwięk przyprawiał ich o dreszcze. Oboje pozostali bez ruchu z bijącymi sercami w piersiach. Keyle nie wiedziała co się dzieje. Jeszcze ta fotografia i wszystkie inne dziwne wydarzenia. W jej głowie kotłowały się różne straszne scenariusze, niczym z horrorów. Nie wiedziała co lub kto może znajdować się na górze. Odgłosy ucichły tak szybko jak pojawiły się. Przyjaciele pozwolili sobie na głęboki oddech. Przez dłuższą chwilę nasłuchiwali, lecz było cicho. Cicho tak, że słyszeli szum płynącej krwi we własnych żyłach.
- Keyle... - Dziewczyna spojrzała na swojego towarzysza, myśląc że to on ją wołał. Jadnak myliła się.Wstała raptownie
   Wybiegła na korytarz i spojrzała w stronę drzwi prowadzących na strych. Serce stanęło jej na chwilę, zachwiała się i pewnie by upadła gdyby Garet jej nie podtrzymał. Drzwi były otwarte, a w środku świeciło się delikatne światło, jakby świeca. Kayle powoli zrobiła krok do przodu, jakby od tego zależało jej całe życie. Chłopak zacisnął rękę na jej ramieniu i pociągnął lekko do tyłu.
-Nie idź tam Keyle, nie wiesz co cię tam czeka.
-Dlatego idę to sprawdzić- powiedziała z udawaną odwagą w głosie, ale to była złuda. Tak naprawdę nogi uginały się jej od strachu, ale ciekawość była silniejsza.
-No dobra, ale idę pierwszy- wykrzywił twarz w coś na kształt uśmiechu, ale nie wyszło mu to.
-Nie musi...- przerwał jej dźwięk jakiegoś ciężkiego upadającego przedmiotu.- No dobra zmieniłam zdanie, idziesz pierwszy.
   Powoli wspinali się po schodach. Gdy weszli do środka, gdzie światło z korytarza, już prawie nie dochodziło Garet zapalił latarkę i bladą, jasnoniebieską smugą światła rozświetlił pomieszczenie. Na ziemi niedaleko okna leżał przewrócony regał, a dookoła porozrzucane były różne przedmioty, które z niego pospadały. Na oknie stała zapalna świeca, dająca niewielkie światło, ale bardziej przerażała, niż dodawała otuchy. Przyjaciele spojrzeli na siebie z dezorientacją w oczach. Chłopak podszedł bliżej regału i oświetlił leżące na ziemi przedmioty.
-Keyle.
-Tak?
-Czy te lalki powinny być takie porozrywane- zapytał drżącym głosem. Dziewczyna spojrzała na ziemie. Wszystkie maskotki, zabawki były podarte, miały powyrywany plusz ze środka, nie wyglądało to jakby spowodował to upadek z szafki.
   Nagle, jakby pod wpływem powiewu wiatru świeca zgasła. Keyle zbliżyła się do przyjaciela. Po chwili latarka zaczęła migać i ogarnęły ich zupełne ciemności.

2 komentarze:

  1. Blog fajnie się czyta. Posty są świetne, oby tak dalej! :P
    zapraszam http://roxy-roxy16.blogspot.com/2014/06/znow-to-samo.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy kolejny rozdział? Jestem ciekawy co wydarzyło się, gdy zapadły zupełne ciemności :/

    OdpowiedzUsuń